piątek, 17 sierpnia 2012

Moutains.

Ostatnio wróciłam z rodzicami i bratem z gór. Było fantastycznie!

Już pierwszego dnia zaliczyłam Giewont. Przyznam, że nie było to takie łatwe jak sobie to wyobrażałam. Upał, wspinaczka, łańcuchy, to wszystko składało się na niezmierne wyczerpanie. Ale jednak udało się. I szczerze mogę powiedzieć, że opłacało się wchodzić te 4h pod górę, choć mówię, niektórymi chwilami naprawdę było naprawdę ciężko.

Drugiego dnia poszliśmy z rodzicami na rowery. Ponieważ pierwszy raz wzięliśmy rowery w góry nie wiedziałam, co tak naprawdę mnie czeka. Dodatkowo mam rower nieprzystosowany do jazdy na takich terenach. To teraz wyobraźcie sobie, że nawet na najmniejszej przeżutce było mi ciężko tachałam rowery pod górę, a z górki nie zjeżdżałam, bo się bałam. Taka już jestem. Reszta mojej rodziny doskonale się bawiła. I nie zwracali uwagi, że ja się źle bawię. W końcu powiedziałam 'NIE' nie jadę dalej i zostawili mnie samą. Po 20 minutach siedzenia na kamieniu znurzyło mnie. Na szczęście ku mojemu zdziwieniu wrócił brat. Też się wkurzył bo tata mu kazał podjeżdżać pod bardzo wysoką górę. Przypięliśmy rowery i poszliśmy na Krupówki . NAREESZCIE SAMI! Jak wrócili byłam na nich ogromnie zła. Ale w końcu jak to rodzinie przebaczyłam. Poszliśmy na park linowy - byłam pierwszy raz w życiu i było super, apotem do hotelu. Acha zapomniałabym wspomnieć, że nasz hotel znajduję sie na szlaku, w tatrzańskim parku narodowym :O>! Z kuchni widziałam jak jeździ kolejka linowa na kasprowy!

Trzeciego dnia poszliśmy sami z tatą w góry. Mama i Łukasz zostali, bo chcieli trochę odpocząć od gór.
Początkowo mieliśmy iść na czarny staw gąsienicowy, alee.....
Tata pomylił szlak! I byliśmy już w drodze na Kasprowy Wierch!
I cieszę się, że to zrobił, bo mogę znów z ręką na sercu powiedzieć, że zdobyłam kolejny szczyt!
Tata pobawił się w fotografa i porobił mi parę fotek. Potem zeszliśmy, ale czuliśmy mały niedosyt. Zdecydowaliśmy się na jeszcze jedną przygodę. Schodząc z Kasprowego Wierchu, skręciliśmy na szlak prowadzący . Do kąt ?! Do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Byłam tam raz ze szkołą, ale nie pamiętałam, że ta droga nie jest również taka prosta!
Nie dosc, że byłam zmęczona Kasprowym to musiałam tam wchodzić. No, ale powtórzę to jeszcze raz BYŁO WARTO! Góry są przepiękne i uczą wytrzymałości oraz cierpliwości. Zaczęłam naprawdę je pokochiwac. Jest takie słowo 'pokochiwac' ?! chyba nie. Trudno dodam je do mojego słownika.
Poszliśmy na obiad do schroniska i.. później strach. Naszły czarne chmury i zaczęło się robić ciemno. Tata strasznie mnie poganiał. A nie dość, że schodziliśmy to zdarzały się momenty, że musieliśmy wchodzić pod górę  więc również było ciężko. W końcu jednak doszliśmy. A koło potoku sygnalizującego koniec drogi rozbłyskały już latarnie oświetlające błogą i ciemną ciemność.

Czwarty dzień? Dość nudny. Poszliśmy pospacerować po dolinie Białego. Jedynym plusem było to, że widziałam fajnego chłopaka. Brunet, fioletowa bluza, na szyi miał nikona. Był super! Acha i to, że w drodze powrotnej kupiłam watę cukrową, choć też za bardzo mi nie smakowała bo była malinowa. Nigdy już nie będe eksperymentować z watą ! Biała zdecydowanie najlepsza!

Piątego dnia lało jak nie wiem. Założyłam swoje żółte trampki, dlatego nie trudno sobie wyobrazić w jakim stanie były po wyjściu z hotelu. Całę mokre i brudne. Pojechaliśmy na basen do term w Bukowinie Tatrzańskiej. W prysznicach przed basenem babki normalnie całe się rozbierały! To było naprawdę niesmaczne. Baseny były gorące. Najgorsze było przechodzenie z jednego do drugiego, bo padało i było dość zimno. Zjeżdżalnia tylko jedna mi się podobała. Ale na niej na brak adrenaliny nie można było narzekać  Jacuzzi, pływanie, aerobik wodny. Po 4,5h pływania pojechaliśmy na obiad. Znaleźliśmy świetną restauracje. W środku było czuć prawdziwy góralski klimat. Cały wystrój dawał odczuć turystom, że warto było tu przyjść. Na obiad wzięłam pierogi z jagodami. Mama pozwoliła mi spróbować grzanego wina z goździka, było bardzo smaczne. Polecam! Później poszliśmy na Krupówki. Kupiła sobie adidasy, kamizelkę futrzaną i parasolkę. Najbardziej podoba mi się kamizelka jest cudowna.



To by było na tyle mniej więcej. Dzisiaj po południe jadę 200 km za Włocławek do kuzynki na osiemnastkę, mam nadzieję, że będzie fajna zabawa. Sukienka uszykowana, buty też, więc czas zacząć szał!









Wycieczka na Kasprowy Wierch i Czarny Staw Gąsienicowy.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Drawings

Dzisiaj miałyśmy razem z Sylwią spędzić dzień  w Brześciu Kuj. na basenie. Niestety, akurat się złożyło, że czyścili basen, więc czynny będzie dopiero w sobotę. Dlatego plany nam się przesunęły. Z Brześcia podjechałyśmy nad jezioro Wikaryjskie. Wcześniej trzeba było tam płacić za wstęp, a dziś nikt nie pilnował, więc była darmówka. Aż się zdziwiłam. Płatne jest z tego względu, że jest ta wiele atrakcji. 4 boiska, plac zabaw, pomost, rowery wodne, kort tenisowy, sklepiki. Fakt, że jest to już trochę zniszczone, ale nadal fajnie jest tam przebywać. Było baardzo upalnie, choć wiał wiatr i zdmuchnął mi piłkę do wody z pomostu. Kurczę, myślałam, że już jej nie odzyskam. A jednak przedarłam sie przez obrzydliwe glony by ją odzyskac. Woda tam jest beznadziejna w porównaniu do skrzyneckiej. Wygląda jakby sikał tam cały Włocławek i w gruncie rzeczy pewnie tak jest. To niesamowite, że ludzi kręci kąpanie się w moczu. Matko o czym ja mówię ?! :O

Ostatnio zrobiłam bardzo fajne rysunki i chcę się nimi z wami podzielić:





A tutaj macie piosenkę z bajki Pocahontas. klik


Miłego wieczoru.